sobota, 25 grudnia 2010

Katolicka wrażliwość Cormaca McCarthy’ego

TEKST ZAWIERA SPOJLERY Z POWIEŚCI DROGA

Parafrazując Biblię, człowiek chętnie przewiduje koniec świata.

Uderzającym przykładem na to jest tekst zaczerpnięty ze strony www.raptureready.com, twojej pomysłowości wystarczy aż na czasy ostateczne. Można uznać, że zgadza się to z literackim podejściem do interpretacji niektórych czynów Chrystusa, a także z ludzkim oczekiwaniem na wniebowzięcie bądź zmartwychwstanie. Doświadczamy przecież zmartwień związanych z bezrobociem, żywnością, kataklizmami, a wszystko to sprawia, że ludzie odczuwają zanik znaczenia jednostki i wyczekują tylko przyszłego końca.

Droga, najnowsza powieść Cormaca McCarthy’ego, otrzymawszy wyróżnienia w postaci Oprah's Book Club Selection i Nagrody Pulitzera, odwraca ten nacisk, będąc obrazem apokaliptycznego cierpienia. Czyni to z posępną, prezencyjną elokwencją, która buduje przewidywanie i stopniowo popędza czytelnika ku nieoczekiwanym konkluzjom.

Biblijne tematy nie są obce McCarthy’emu – nazwał swoją wcześniejszą powieść Cities of the Plain, co jest ukłonem w stronę pięciu biblijnych miast, wśród których były również Sodoma i Gomora; ma też na swoim koncie Dziecię Boże, gdzie humanitarnie przedstawia zabójcę-nekrofila – tym razem tworzy fikcyjną eschatologię.

Jak w każdym dobrym sci-fi (lub jak w katolickiej eschatologii w tym wypadku), dialogi u McCarthy’ego o przyszłości świadczą o wierze w to, że przepowiednie z Apokalipsy spełniają się już w teraźniejszości. Przedstawienie tego poprzez podróż bezimiennego ojca i syna przez zniszczone krainy, ma dziś dla nas znaczące implikacje.

Dokładna natura katastrofy, która pcha tę dwójkę w podróż, jest o niej tylko jeden fragment: (…) zegarki zatrzymały się o. Długi błysk światła, a później seria lekkich wstrząsów, matowa róża zalśniła za szybami. Następuje atak na zmysły. Wydaje się, że cała wegetacja wyginęła. Stale panuje chłód, popielata, mokra ciemność, jedyną zmienną jest rozmiar zapasów żywności. Lata po katastrofie, a wciąż nie wyrosły żadne zboża, a pozostało ich już bardzo niewiele w splądrowanych sklepach i spiżarniach.

Kiedy Ojciec i Syn znajdują automat z napojami, ignorują wyplute monety, ale smakują ostatnią ocalałą Colę jakby była dobrym winem. Ich największym odkryciem jest kompletnie wyposażony schron podziemny: bogactwo minionego świata. Na jego półkach znajdują schowane złote afrykańskie pieniądze. Ojciec delikatnie zgniata je w dłoniach, a później chowa z powrotem do słoika, w którym były. Ludzie radzi sobie niewiele lepiej niż roślinność. Gdy bohaterowie napotykają ciężarną kobietę i grupę mężczyzn, narrator prezentuje ich tymi słowy: (…) wszyscy ci nieszczęśnicy są poza możliwościami opisania.

Najbardziej rozpowszechnione są trupy: nabite na szprychy, palone w śmietnikach, stopione przez ogień na drogach. Zmumifikowana śmierć jest wszędzie… Byli boso… jak pielgrzymi, którym buty skradziono długo przed podróżą. Ojciec i syn napotykają wyschniętą krew, ślady tych, których zabito i holowano jako pożywienie. Wpadają na potomstwo ciężarnej kobiety: bezgłowe, osmolone ludzkie dziecko, wypatroszone i czarniejące od plwociny.

Ojciec widząc to wszystko jest zmuszony przeklinać Boga i umrzeć. Deklaruje, że nie ma żadnego Boga, a my jesteśmy jego prorokami. Wcześniej, zanim wyruszyli, opuszczenie doprowadza Matkę do samobójstwa. Ojciec i Syn kontynuują podróż, ale nie z powrotem do czasu minionego, choć Ojciec chce wrócić pamięcią do swojego dzieciństwa w domu, ale niewiele z niego pozostało, a zamieszkanie w nim mogłoby być niebezpieczne. Ich podróż nie postępuje zbyt szybko: dni płyną w przeszłość niezliczone i niezauważane.

Jednakże postacie rozwijają się. Bazując na przeświadczeniu, że lepiej jest wiedzieć niż nie wiedzieć, Ojciec uczy Syna jak strzelać; być może do innych ale bardziej prawdopodobnie po to, aby zakończyć swój żywot, gdyby wydarzyło się coś złego. Na koniec, kiedy Ojciec umiera, role się odwracają i to Syn jest opiekunem. Postęp kryje się tutaj w nauce i determinacji wymaganej do przetrwania.

To właśnie w Droga zdradza chrześcijańskie wykształcenie pisarza, który urodził się w 1933 roku na Rhode Island, został wychował według wiary katolickiej i uczęszczał do katolickich szkół w Knoxville. Komunalne i rytualne praktyki krzepią rozwiązanie typu „iść z biegiem drogi”. Więc Ojciec i Syn regularnie ożywiają swoją podróż konwersacjami i brzmi to jak wyuczona komunikacja binarna. Po szczególnie strasznych wydarzeniach Ojciec naciska, aby Syn mówił i dzięki temu miał powód do dalszej podróży. Tylko nie poddawaj się. Aby ocalić pamięć, opowiada Synowi stare historie o odwadze i sprawiedliwości. Dalej praktykuje dawne zwyczaje i narrator twierdzi, że kiedy nie masz już nic innego, stwórz rytuały z powietrza i oddychaj nimi.

Dla pewności – Ojciec nie zawsze jest bohaterem, porzuca pierwszą osobę napotkaną po drodze na pewną śmierć. Zabija drugą, która zaatakowała jego syna. Razem uciekają z piwnicy wypełnionej żywymi ludźmi przeznaczonymi na pożywienie. Zapach był paskudny. Pomóżcie – wołali. Jednakże Ojciec obiecał nie zabić i nie zjeść żadnego psa ani człowieka i przysiągłszy na życie Syna, dotrzymuje obietnicy.

Doświadczenia Ojca i Syna charakteryzuje prawie całkowita Droga Negacji (tzw. Via negativa). Droga Negacji figuruje również jako główna myśl duchowa XVI-wiecznego bosego karmelity – Świętego Jana z Krzyża. Jest Ascetą z Karmelowych Gór: Wejść w posiadanie wszystkiego to pragnąć nic nie posiadać. Być wszystkim to pragnąć być niczym, itp.

Takie podejście, przykład wiary przez negacje sugerującej, że Bóg jest niczym i że wiara w Boga wymaga zostawienia za sobą wszystkiego co nas rozprasza, zostało w Drodze ukazane w całej swojej okazałości. Okoliczności zmuszają do porzucenia prawie wszystkiego, a przynajmniej tego co stworzone przez rozwinięty technologicznie świat.

To odrzucenie daje nową wizję – słabości wszystkiego. To co powinno być cenne – złote monety i droga elektronika – stało się bezwartościowe. To co ma szanse przetrwać, to stosunki międzyludzkie, ale wymagają one kultywacji. Dlatego więc Ojciec opowiada historie, tworzy rytuały i zachęca Syna, aby ten mówił dalej.

Te praktyki, niczym sakramenty, mogą obfitować w moment ekstazy. Pomimo tego, że Ojciec i Syn byli chudzi i brudni jak uliczne ćpuny, Ojciec postrzega swojego pierworodnego jako przeistaczającego się w złoty kielich, godny Domu Bożego, a później jako lśniącego w tym śmietniku niczym tabernakulum.

Droga ledwo podlega gramatycznym konwencjom i lekceważy ogólne trendy językowe. Zaiste, kobiety grają marginalne role, jednakże nienazwana niewiasta ma ostatnie słowo i wymazuje jakiekolwiek wątpliwości co do intencji autora, kiedy kobieta snuje swój monolog:

Kiedyś w górskich strumieniach były pstrągi. Pachniały mchem w twoich dłoniach. Ich grzbiety były poprzecinane skomplikowanymi wzorami będącymi mapami ówczesnego świata. Mapami i labiryntami. Labiryntami rzeczy, których nie można odłożyć. Których nie można znów zrobić. Tam gdzie żyły, w głębokich wąwozach, wszystkie stworzenia były starsze niż ludzkość i szumiały od tajemnic.

Narrator prowadzi więc czytelnika przez Drogę Negacji i zachęca do wyobrażenia sobie prawie całkowitej katastrofy. Po krótkim wdechu, oddaje z powrotem w ręce teraźniejszości. Przyzwyczaiwszy do opuszczenia, praktycznie oślepia nas obrazem stworzeń, których skomplikowanie i kruchość niosą tajemnice.

A zatem, Droga różni się od popularnych eschatologii tym, że używa teraźniejszości jako narzędzia dla dostrzeżenia nieistniejącej przyszłości. W zamian eksploatuje koniec czasów w imieniu nas-dzisiejszych i przypomina w tym katolicyzm z jego postrzeganiem kreacji i płynącego czasu. Podobnie jak biblijni prorocy, wskazuje na ostatnie słowa Jezusa: Patrzcie, jestem zawsze z Wami (Mateusz 28:20) i apeluje o bystrość, aby ujrzeć cierpienie i wykorzystać je nie jako pusty wskaźnik, ale jako naczynie boskiej obecności w teraźniejszości.

Autor: Tom Ryan (prezes Department of Religious Studies na Uniwersytecie St. Thomas w Miami)

Tłumaczyła: Agnieszka Kozub

Cytowane fragmenty Drogi w przekładzie własnym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz