Tak prezentuje się okładka do wznowienia Rączych koni. Powieść ma trafić do sprzedaży w kwietniu bieżącego roku.
Edit:
Dostałem informacje z Wydawnictwa Literackiego odnośnie dialogów w języku hiszpańskim. Intencją autora było, aby pozostały nieprzetłumaczone. Uszanowano to i zrezygnowano z przypisów.
Trylogia Pogranicza to wydawniczo osobny element twórczości McCarthy'ego, stąd odmienna szata graficzna i dziwne, żeby współgrała z serią, skoro jest względem niej czymś autonomicznym :-)
Nie bardzo rozumiem argument. Nie widzę takiej tendencji w jakichkolwiek dziedzinach wydawniczych - zresztą jak wsadzisz na półkę to nie będzie widać, że to "osobny element twórczości" więc jaka miała by z tego być praktyczna korzyść?
To dalej książka McCarthyego i nie widzę powodu by burzyć ten świetny koncept. Jak napisał Bibliomisiek - brak przestrzeni szkodzi tej okładce.
Może jako człowiek na co dzień zajmujący się takimi rzeczami jestem przewrażliwiony na punkcie grafiki, ale co tu dużo mówić - lubię ładnie zaprojektowane książki. Do tej pory bardzo sobie chwaliłem wszystkie okładki książek Cormaca... tej niestety nie mam za co.
Pierwotnie okładka była pomyślana jako pasująca do całej serii. Cechowała ją przestrzeń, widoki prerii, jeźdzców i koni. Okazało się to być zbyt dosłowne i wydawca zaakceptował dopiero coś nowego, odbiegającego stylistycznie od całej serii. Wynik końcowy jest efektem wymogu narzuconego przez redaktorów w WL. Pozdrawiam. Michał Karcz
Krzysztofie - jak najbardziej widzę sens w graficznym rozdzieleniu, szczególnie w przypadku tej trylogii :-) I tak naprawdę kręcić nosem (lub chwalić) będę dopiero jak wezmę książkę do ręki. Już wielokrotnie grafika mnie nie przekonywała, a później zmieniałem zdanie i zakochiwałem się w danej wersji oprawy - niech amerykańskie wydanie b5 "Historii Lisey" będzie tutaj przykładem.
Snoopy - wiem, rzucałem na FB link. Na razie nie mam jednak czasu na tłumaczenie tego. Niemniej postaram się na dniach.
Michale - miło wiedzieć, że tutaj zaglądasz :-) I niestety podejrzewałem (zresztą nie tylko ja), że tak sprawa z okładką wyglądała. Mimo wszystko widoczna jest różnica między Twoim portfolio a nią.
Witam. Oryginalna, którą przedstawiłem jako pierwszy koncept przedstawiała trójkę jeżdzców wsród pięknego i przestrzennego krajobrazu. W tle łancuch górski, poranne słońce, długie cienie. Inną był galopujący koń na prerii. Dosyć dynamiczna scena z burzowymi chmurami na horyzoncie. Było wiele podejść z tą okładką bo żadna z wersji nie zadowalała redaktora ze względu właśnie na zbytnią dosłowność i zbyt ścisłe nawiązanie do fabuły. No cóż może te niewykorzystane projekty przydadzą się gdzie indziej, jednak żałuję bo uznaję je za bardzo udane i efektowne, pasujące stylistycznie do tych, które już zrobiłem dla serii. Pozdrawiam. Michał
Imienniku, powiem krótko - szkoda. Dotychczasowe Twoje "cormaki" podziwiam i spodziewałem się czegoś takiego, jak opisany przez Ciebie projekt. Chciałbym to zobaczyć... Pozdrawiam serdecznie.
Podpisuję się pod życzeniami. Jak tylko pojawi się możliwość - zademonstruj wielbicielom McCarthy'ego poprzednią wersję okładki. Bardzo jesteśmy jej wszyscy ciekawi :-)
To dobra wiadomość
OdpowiedzUsuńNa szczęście moja Małża zna hiszpański, więc mi przetłumaczyła :]
OdpowiedzUsuńCo do okładki - przyznam, że spodziewałem się czegoś z większym oddechem, przestrzenią... Średnio mi się podoba... I nijak się nie ma do książki...
Okładka - zdecydowanie fuj. Nie współgra z innymi z serii.
UsuńTrylogia Pogranicza to wydawniczo osobny element twórczości McCarthy'ego, stąd odmienna szata graficzna i dziwne, żeby współgrała z serią, skoro jest względem niej czymś autonomicznym :-)
OdpowiedzUsuńNie bardzo rozumiem argument. Nie widzę takiej tendencji w jakichkolwiek dziedzinach wydawniczych - zresztą jak wsadzisz na półkę to nie będzie widać, że to "osobny element twórczości" więc jaka miała by z tego być praktyczna korzyść?
OdpowiedzUsuńTo dalej książka McCarthyego i nie widzę powodu by burzyć ten świetny koncept. Jak napisał Bibliomisiek - brak przestrzeni szkodzi tej okładce.
Może jako człowiek na co dzień zajmujący się takimi rzeczami jestem przewrażliwiony na punkcie grafiki, ale co tu dużo mówić - lubię ładnie zaprojektowane książki. Do tej pory bardzo sobie chwaliłem wszystkie okładki książek Cormaca... tej niestety nie mam za co.
Do tej pory okładki projektował Michał Karcz. Ciekaw jestem czy ta nowa to również jego dzieło? Trochę taka nie w jego stylu.
OdpowiedzUsuńhttp://www.michalkarcz.com/index2.php?akcja=galeria&kategoria=art
Zapewne zainteresuje Was ta wiadomość: http://www.filmweb.pl/news/Autor+%22To+nie+jest+kraj+dla+starych+ludzi%22+debiutuje+jako+scenarzysta-81373
OdpowiedzUsuńPierwotnie okładka była pomyślana jako pasująca do całej serii. Cechowała ją przestrzeń, widoki prerii, jeźdzców i koni. Okazało się to być zbyt dosłowne i wydawca zaakceptował dopiero coś nowego, odbiegającego stylistycznie od całej serii. Wynik końcowy jest efektem wymogu narzuconego przez redaktorów w WL. Pozdrawiam. Michał Karcz
OdpowiedzUsuńKrzysztofie - jak najbardziej widzę sens w graficznym rozdzieleniu, szczególnie w przypadku tej trylogii :-) I tak naprawdę kręcić nosem (lub chwalić) będę dopiero jak wezmę książkę do ręki. Już wielokrotnie grafika mnie nie przekonywała, a później zmieniałem zdanie i zakochiwałem się w danej wersji oprawy - niech amerykańskie wydanie b5 "Historii Lisey" będzie tutaj przykładem.
OdpowiedzUsuńSnoopy - wiem, rzucałem na FB link. Na razie nie mam jednak czasu na tłumaczenie tego. Niemniej postaram się na dniach.
Michale - miło wiedzieć, że tutaj zaglądasz :-) I niestety podejrzewałem (zresztą nie tylko ja), że tak sprawa z okładką wyglądała. Mimo wszystko widoczna jest różnica między Twoim portfolio a nią.
Witam. Oryginalna, którą przedstawiłem jako pierwszy koncept przedstawiała trójkę jeżdzców wsród pięknego i przestrzennego krajobrazu. W tle łancuch górski, poranne słońce, długie cienie. Inną był galopujący koń na prerii. Dosyć dynamiczna scena z burzowymi chmurami na horyzoncie. Było wiele podejść z tą okładką bo żadna z wersji nie zadowalała redaktora ze względu właśnie na zbytnią dosłowność i zbyt ścisłe nawiązanie do fabuły. No cóż może te niewykorzystane projekty przydadzą się gdzie indziej, jednak żałuję bo uznaję je za bardzo udane i efektowne, pasujące stylistycznie do tych, które już zrobiłem dla serii. Pozdrawiam. Michał
OdpowiedzUsuńDaj znać gdy ją gdzieś opublikujesz i będziesz mógł pokazać. Bardzo lubię twoje prace. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńImienniku, powiem krótko - szkoda. Dotychczasowe Twoje "cormaki" podziwiam i spodziewałem się czegoś takiego, jak opisany przez Ciebie projekt. Chciałbym to zobaczyć... Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńPodpisuję się pod życzeniami. Jak tylko pojawi się możliwość - zademonstruj wielbicielom McCarthy'ego poprzednią wersję okładki. Bardzo jesteśmy jej wszyscy ciekawi :-)
OdpowiedzUsuńBardzo sympatycznie Michale, że zajrzałeś i wyjaśniłeś.
OdpowiedzUsuń