niedziela, 7 listopada 2010

Rozmowa Cormaca McCarthy’ego z braćmi Coen

Gdybyś zaaranżował najbardziej interesującą, nieprawdopodobną, wyimaginowaną rozmowę pomiędzy ludźmi z amerykańskiej branży rozrywkowej, mogłaby nie udać się tak dobrze, jak ta, która miała miejsce na Manhattanie w październiku 2007 roku. Uczestnikami byli reżyserzy Joel i Ethan Coen, znani ze swoich zgrabnych, stylowych i odrobinę śmiesznych filmów (takich jak Fargo czy Bracie, gdzie jesteś?) oraz pisarz Cormac McCarthy, którego nagrodzono National Book Award za Rączekonie i Pulitzerem za Drogę. Gdyby rozegrało się tam reality show, mogłoby nosić nazwę: Wyspa Ekscentrycznych Geniuszy.

McCarthy i bracia Coen właśnie skończyli pracę nad adaptacją filmową jednej z powieści Cormaca – To nie jest kraj dla starych ludzi. Jest to historia seryjnego zabójcy i nieudanej transakcji narkotykowej. Ze wspólnej pracy wyszedł przenikliwy, szokujący film będący pewną pochwałą wielkiego Amerykańskiego Zachodu; na dodatek zawiera najlepszy pościg filmowy psa za człowiekiem w rzece jaki kiedykolwiek powstał.

McCarthy jest znany z dwóch rzeczy: swojej wszystkożernej ciekawość i ekstremalnej pustelniczości. W wieku 74 lat ma na koncie zaledwie trzy udzielone wywiady, ale rozmawiał swobodnie z braćmi, którzy mają tendencję do kończenia zdań nawzajem. Obserwował to wszystko dziennikarz Timesa – Lev Grossman. Rozmowa odbyła się w wymyślnym hotelu ze wspaniałym widokiem na Central Park wczesną jesienią. Nikt nie spojrzał na okno nawet raz.

CORMAC MCCARTHY Chcielibyście nakręcić coś, co jest zbyt skandaliczne i podejrzewacie, że raczej nigdy się do tego nie zabierzecie?

JOEL COEN Hm, nie przychodzi mi do głowy nic skandalizującego, ale był jeden film, który próbowaliśmy kiedyś nakręcić. Myśleliśmy o kolejnej adaptacji, tym razem powieści Jamesa Dickey’a To The White Sea, która opowiada o chorążym, pilocie Boeinga B-29 zestrzelonym nad Tokio.

C.M. To było ostatnie co napisał.

J.C. Zgadza się. Więc ten facet znajduje się w Tokio podczas bombardowania, ale książka nie jest tak naprawdę o tym. Chorąży idzie z Honshu do Hokkaido, ponieważ wychował się na Alasce i stara się dotrzeć do miejsca o chłodniejszym klimacie, gdzie, jak myśli, uda mu się przetrwać. Nie mówi po japońsku, więc w pierwszych 5-10 minutach filmu w ogóle nie ma dialogów.

C.M. Taa, to byłoby trudne.

J.C. To było interesujące! Staraliśmy się to nakręcić, ale nikt nie był zainteresowany sfinansowaniem drogiego filmu o bombardowaniu Tokio, gdzie nie ma dialogów.

ETHAN COEN I jest to historia o próbie przetrwania, a facet ginie na końcu.

C.M. Wszyscy umierają. Jak w Hamlecie.

E.C. Brad Pitt chciał wziąć w tym udział i wiem, że ma pewien żal o to, że nie wyszło. A teraz jest już za stary.

J.C. Ale wiesz, coś w tym jest – znaleźliśmy echa tego w To nie jest kraj dla starych ludzi. Wydało się nam całkiem intrygujące, ponieważ to również był pomysł, w którym praca fizyczna odgrywała dużą rolę, gdyż widziałeś tylko te rzeczy, które dana osoba robiła, aby przetrwać i ukończyć swoją podróż. A fakt, że musiałeś polegać tylko na tym, plus zmniejszona ilości dialogów, bardzo nas zainteresował.

C.M. David Mamet napisał kolekcję esejów pt. Writing in Cafés, czy coś w tym stylu. Twierdzi, że najciekawsze tworzenie scenariuszy jest w trakcie pisania sztuk radiowych, ponieważ tam nie ma nic – tylko to, co ktoś mówi.

Sztuki są trudne i podejrzewam, że sporo autorów nie wie jak będą koniec końców wyglądać. Bo niby skąd? Kilka lat temu zabrałem żonę, żeby zobaczyć Ralpha Fiennes’a grającego Hamleta. Widziałem filmowe adaptację Hamleta, widziałem amatorskie produkcję i czytałem sztukę. Gdy wyszliśmy z teatru, stanęliśmy na zewnątrz z opadniętą szczęką: O cho**ra! Skąd Will mógł wiedzieć, że zdarzy się coś takiego? [wybuch śmiechu] Więc moje pytanie brzmi: do jakiego miejsca macie pojęcie o tym, czy film nad którym pracujecie, się uda czy nie?

J.C. Mogę prawie ustawiać swój zegarek, opierając się na tym, jak będę się czuł w poszczególnych momentach procesu. Wrażenia są zawsze te same, niezależnie od tego czy film się podoba, czy nie. Kiedy oglądasz codziennie film, który kręcisz, jesteś bardzo podekscytowany i pełen entuzjazmu na myśl o tym, jak to będzie wyglądać. A potem widzisz go po raz pierwszy jako całość i następuje najtrudniejszy moment – wtedy masz ochotę iść do domu, otworzyć swoje żyły, wślizgnąć się do ciepłej wanny i po prostu odejść. Później, stopniowo, być może, wracasz mentalnie do tego punktu, w którym byłeś wcześniej.

C.M. Widzisz, nie wyobrażam sobie, jak możesz czuć coś takiego. Myślę, że widząc te same cholerne sceny po raz 45., po prostu nic by to dla mnie nie znaczyło. Oczywiście nie jest to całkowicie prawda, ale…

E.C. Ale rozwiązujesz w tym momencie problem, pracujesz nad nim. A chodzi o to, że ból zjawia się, kiedy film jest ukończony.

C.M. To może opowiedz mi o tym strasznym psie. Czy Josh [Brolin, który gra Mossa] był PRZERAŻONY tym zwierzęciem? Wciskaliście przycisk, a pies rzucał się wszystkim do szyi?

J.C. To był straszny pies, nie taki typowy jak do filmów.

C.M. Wyszkolono go głównie do zabijania ludzi.

E.C. Trener miał taką neonowo-pomarańczową zabawkę, którą pokazywał psu, a ten zaczynał się ślinić i stawał się nieprawdopodobnie podniecony. Zrobiłby wszystko, żeby tylko ją dostać. Psa powstrzymywano, a Josh przed każdym ujęciem pokazywał, że ma tę zabawkę, wsadzał ją w spodnie i wskakiwał do rzeki…

J.C. …nie mając żadnego pojęcia o tym, jak szybko pies może pływać. Więc zwierzę rzucało się za nim w pogoń…

E.C. …a Josh wychodził z rzeki, ociekał wodą, wyciągał zabawkę z czeluści swojego krocza i mówił do siebie: Co ja wyrabiam? Ah, jestem aktorem! [śmiech]

C.M. Powstało dużo dobrych amerykańskich filmów. Nie jestem wielkim fanem egzotycznych, zagranicznych produkcji. Uważam, że Pięć łatwych utworów jest naprawdę dobre.

J.C. Jest rewelacyjne..

C.M. Niebiańskie dni to obrzydliwie dobry film.

J.C. Oczywiście, to Terry Malick, ON jest niesamowity. Bardzo interesujący film.

C.M. Dziwne. Nie wiedziałem, co mu się przydarzyło. Spotkałem pewnego razu Richarda Gere’a w Nowym Orleanie i zapytałem: Co się stało z Terrym Malickiem?, a on odpowiedział: Wszyscy mnie o to pytają, nie mam pojęcia.

Później natknąłem się na Terry’ego. On po prostu zdecydował, że nie chce dalej żyć w ten sposób. Nie chciał dalej wieść TAKIEGO życia, nie to, że nie lubił filmów – po prostu nie lubił Hollywood.

J.C. Jeden z największych Amerykańskich reżyserów.

C.M. Ścieżka Strachu też jest świetna. Nie chcę was zawstydzać, ale to po prostu bardzo, bardzo dobry film.

J.C. Ehh, ale to tylko cholerna sieczka.

C.M. Wiem, rozumiem, że to sieczka. Po prostu sądzę, że jest dobra. [śmiech]

E.C. Chciałeś napisać kiedyś powieść, która byłaby zbyt bulwersująca? Choć nikt raczej nie uważa cię za osobę, która odrzuciłaby pomysł na książkę przez to, że jest zbyt drastyczny.

C.M. Nie wiem, jesteś poniekąd ograniczony pisząc książę. Tak sądzę. Na przykład, nie jestem fanem pewnych latynoamerykańskich pisarzy, realizmu magicznego, to strasznie ciężkie skłonić ludzi, aby uwierzyli w to co mówisz, bez czynienia tego niemożliwym. Nie bardzo mnie to przekonuje.

E.C. Więc nie miałeś takiej sytuacji.

C.M. Nie, nie bardzo. Film wiele ułatwia – nie możesz się z tym spierać – tak po prostu jest. Ale sam nie wiem. Istnieje dużo rzeczy, które chciałbym zrobić. Kiedy twoje życie staje się coraz krótsze, musisz…

J.C. Wyznaczać priorytety?

C.M. Tak, poniekąd. Mój przyjaciel, trochę starszy ode mnie, powiedział: Już nawet nie kupuję zielonych bananów. [śmieje się] Jeszcze nie dotarłem do tego punktu, ale nieźle rozumiem o co mu chodziło.

Tłumaczyła: Agnieszka Kozub

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz