poniedziałek, 21 lutego 2011

The Sunset Limited - dyskusja

The Sunset Limited (Limitowany Zachód Słońca) to film HBO wyreżyserowany przez Tommy’ego Lee Jonesa na podstawie sztuki Cormaca McCarthy’ego. Jones i Samuel L. Jackson odgrywają w nim role bohaterów zamkniętych w pokoju, którzy nie mają ze sobą nic wspólnego poza czasem, który przyjdzie im razem spędzić. Postać grana przez Jonesa (Pan White) jest profesorem uniwersyteckim na skraju załamania nerwowego, zbolałym do tego stopnia, że w akcie desperacji podejmuje próbę rzucenia się pod kolejkę prowadzoną przez Blacka – bogobojnego ex-skazańca (Jackson). White następnie trafia do apartamentu Blacka, gdzie rozpoczyna się śmiertelna, desperacka debata o wartość życia i o tym, czy wypada je zakończyć pod kołami Limitowanego Zachodu Słońca – to ważka decyzja, wynikająca z rozmiaru codziennych trosk i alienacji, które idą ręka w rękę ze zwykłym byciem.

Jones, Jackson i McCarthy (zdobywca Nagrody Pulitzera, autor Drogi, Rączych koni i To nie jest kraj dla starych ludzi) spędzili tygodnie odgrywając tę sztukę, rozkładając ją na czynniki pierwsze, badając każdy monolog pod kątem znaczenia; to wtedy Jones (który wyreżyserował Trzy pogrzeby Melquiadesa Estrady) zamienił coś co jest tak naprawdę jedną bardzo długą sceną w 52 komponenty, każdy kręcony z innej perspektywy. Ściany pokoju rozbito na sekcje, dzięki czemu elementy mogą „odlatywać” z drogi, umożliwiając kamerom swobodną wędrówkę, tworząc w ten sposób intymną przestrzeń pomiędzy i wokół mężczyzn.

Jones, Jackson i McCarthy (który niemal nie udziela wywiadów) zgodzili się na spotkanie w nowojorskim biurze HBO, aby podyskutować o filmie, sztuce i o pracy nad nimi. Trójka współpracowników zjadła lunch, a kiedy uprzątnięto talerze, David Carr poprowadził konwersację, która zeszła na filozofię oraz inne głębokie tematy. Jednakże, w odróżnieniu od filmu, było też sporo śmiechu. Przedstawiamy fragment tej rozmowy:

DAVID CARR Problemy, które poruszacie w Limitowanym Zachodzie Słońca nie są przytłaczające. Widzom przyjdzie śledzić walkę dobra ze złem rozgrywającą się na ich oczach, gdzie kolizja języka kreuje poczucie katastrofy, a nie samochody czy kule.

TOMMY LEE JONES Nie sądzę, aby problematyka była zbyt mroczna, ale to jednocześnie temat wielki i bardzo stary. W rękach Cormaca zyskał świeżość, oryginalność i humor. Myślę, że to rewelacyjne oglądać sztukę stworzoną z języka i widzieć bohaterów kochających słowa, bawiących się nimi.

SAMUEL L. JACKSON To opowieść o dwojgu ludzi, którzy prowadzą bardzo szczerą rozmowę i cieszą się swoim towarzystwem, co potwierdzają pojawiające się miedzy nimi zabawne momenty. Śmieją się, drażnią się, a potem rozczarowują, ale to pełna gama emocjonalnego spektrum. Jako aktor nie stajesz często przed takimi zadaniami.

CORMAC MCCARTHY Myślałem, że wiele osób uzna za niedopuszczalne coś tak nudnego jak dwóch bohaterów w pokoju. Co to w ogóle jest, pomyślą. Ale okazało się coś przeciwnego: ta scena, ten pokój są światem. Poza tym sztuka mówi o tragedii.

D.C. Bez wdawania się w szczegóły: White, po tym jak wnikliwie słucha Blacka przez znaczną część filmu, staje się pewnego rodzaju ewangelistą ciemności, który wykłóca się o to, że samobójstwo stanowi racjonalne wyjście. Nie jest to coś, co Hollywood zazwyczaj propaguje na zakończenie filmu.

T.L.J. Ale musisz pamiętać, że White wychodzi, aby spełnić swój zamiar, a sztuka się wtedy nie kończy. Finał to pytanie od Blacka do Boga, czy dobrze się spisał. Uważam, że to całkiem dobre miejsce dla ludzkości i całkiem szczęśliwe zakończenie.

C.M. Matka Teresa rozmawiała kiedyś z reporterem, który powiedział jej: Pewnie jesteś bardzo często zniechęcona, ponieważ musiała radzić sobie z umierającymi ludźmi. Odpowiedziała na to: Cóż, On powołał mnie nie po to żebym odnosiła sukcesy, ale po to, żebym wierzyła. Myślę, że dokładnie takiego rodzaju zapewnienia szuka Black na samym końcu filmu.

D.C. Akcja dzieje się w Nowym Jorku. Czy jeśli ludzie z tego miasta chodziliby z dymkami myśli nad głową, czy któreś byłyby tak desperackie i straszne jak White’a?

[Wszyscy momentalnie mówią TAK i wybuchają śmiechem.]

C.M. Nie chodzi tylko o miasto, chodzi o życie.

S.L.J. Miasto to miasto. Myślę, że na końcu mówimy o świecie.

D.C. Panie Jones, grał Pan w To nie jest kraj dla starych ludzi i napisał adaptację Krwawego południka. Co doprowadził do decyzji, żeby zekranizować Limitowany Zachód Słońca?

T.L.J. Jadłem z żoną lunch w SantaCafé w Santa Fe i rozmawialiśmy o tej sztuce. Stwierdziłem, że bardzo chciałbym porozmawiać z Cormaciem, a ona spojrzała ponad moim ramieniem i odparła: Witaj Cormac, bo właśnie przystanął za mną.

C.M. Tommy jest utalentowanym i bystrym człowiekiem. Dla mnie to wystarcza, plus szczere zainteresowanie projektem, które z miejsca wyczułem.

D.C. W sztuce White jest człowiekiem, który przeczytał wiele książek, który wie dużo o wielu rzeczach, podczas gdy Black przeczytał w całym swoim życiu tylko jedną książkę – Biblię. W pewnym momencie White sugeruje, że cała ta gnozja na nic się zdaje. Czy istnieje coś takiego jak wiedzieć za dużo?

C.M. Powiem to o czym napomknąłem już wcześniej: nie wydaje mi się, że szkoła na pewno zaprowadzi cię ku samobójstwu, ale to prawda, że bardziej wyedukowani ludzi częściej się zabijają niż ci, którzy unikają nauki.

T.L.J. Nie wierzę, że jest w sztucę przekaz mówiący o tym, że edukacja to droga do samobójstwa.

D.C. Więc pod względem teatralnym pracuje Pan z byłym skazańcem filozofem i profesorem, który przejawia skłonności samobójcze. Obydwaj zamknięci są w głośnym nowojorskim mieszkaniu i opisuje to Pan jako jedno z najszczęśliwszych profesjonalnych doświadczeń w życiu, czy tak?

T.L.J. Cóż, tak. Pracuję z Samem Jacksonem, z Cormackiem McCarthym, jesteśmy we troje w wielkim studio tylko z dziewczyną, która nadzoruje aby nie rozsypał nam się scenariusz. Ludzie z HBO wpadli na kilka dni, żeby upewnić się czy nie marnotrawimy ich pieniędzy, ale głównie siedzieli cicho w rogu. Pracowaliśmy nad językiem, rysowałem wykresy kątów kamery i reżyserowałem film. Czemu nie miałbym być szczęśliwy z tego powodu?

Autor: David Carr
Tłumaczyła: Agnieszka Kozub

4 komentarze:

  1. Przyznaję, że ukradłem ten film z sieci gdy tylko uświadomiłem sobie jego istnienie.
    Moje przestępcze zapędy jednak zostały jednak ukrócone przez moje braki w angielskim połączone z brakiem polskiego tłumaczenia.

    Posiadam więc zbiór danych, z których jednak nie wynoszę żadnych korzyści.
    Czy ktoś ponosi w związku z tym stratę?

    Jestem pospolitym złodziejem, czy jeszcze pozostaję po jasnej stronie?

    Podzielić się wrażeniem, jak go już do-ukradnę? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podejrzewamy, że nikt w tym wypadku nie ponosi straty, więc oskarżenia o złodziejstwo są na wyrost ;-)

    Z chęcią poczytamy o wrażeniach z seansu, jednakże na polskie napisy raczej długo będzie trzeba czekać... W każdym razie od HBO Polska wiemy, że na razie na ma daty premiery, ale na pewno ekranizacja ukarze się w tym roku :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Polecam tekst o McCarthym z "Dwutygodnika": http://www.dwutygodnik.com/artykul/1871-ewangelia-wedlug-cormaca-mccarthyego.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Ooo, dzięki wielkie, świetna rzecz! :-)

    OdpowiedzUsuń